WYGRAŁAM Z CHOROBĄ - Znów mam gładką buzię
Już w szkole średniej zaczęły się moje kłopoty ze skórą. Na twarzy, ramionach, dekolcie i na plecach pojawiały się brzydkie ropiejące krostki. Latem, kiedy więcej przebywałam na słońcu, było trochę lepiej. Ale gdy zaczynała się jesień mój problem znowu powracał. Czułam się z tym okropnie. A poza tym te krostki okropnie swędziały. I to było najbardziej krępujące, bo wiecznie drapałam. Poszłam w końcu do dermatologa w mojej przychodni. - Potrzebny będzie antybiotyk! - zawyrokował lekarz. Lek jednak nie pomógł. Zmieniałam lekarzy i antybiotyki, ale wyraźnej poprawy nie było. Kurowałam się tak przez kilka lat. - Póidż do doktor Seny! - moja siostra wręczyła mi karteczkę z telefonem dr. Sainjargal Byambasuren, lekarz medycyny, specjalistki akupunktury. - Muszę spróbować! - pomyślałam i poszłam do Gabinetu Medycyny Tybetańskiej w Warszawie. Dr Sena zbadała mi puls, obejrzała język, wszystkie wyniki analiz jakie wykonałam. - Czy miewa pani kolotanie serca, leki? Czy często się pani denerwuje? wypytywała mnie. Uznała że przyczyną moich kłopotów ze skórą jest silna nerwica i zaburzenia hormonalne. Zaleciła mnie serie akupunktury i ziola. Po kilkutygodniowej kuracji zapomniałam o dolegliwościach.
Elizy Nawrockiej (l. 27) z Warszawy wysłuchała Anna Kącka


